Informacje
STRONA GŁÓWNA
O nas
Kursy nurkowania IANTD
Kalendarz wyjazdów 2012 r
Galeria Filmów
Bałtyk
Jeziora
Kamieniołomy
Szwecja
Francja jaskinie
Schwalefeld
Egipt
Malta
Chorwacja
Willingen
Relacje
Relacje z wyjazdów
Relacje z kursów
Ekspedycje
Galeria zdjęć
Polska
Niemcy
Egipt
Zdjęcia z kursów
Graf Zeppelin 2010
Budapeszt 2010
Nie tylko nurkowanie
Francja - jaskinie
PSCR TP
Ławica Słupska
Akademik Karpinsky
Majorka 2012
Estremar Francja kwiecień 2012
06.2009 - Francja, Lot
  HOME    Relacje z wyjazdów      06.2009 - Francja, Lot    
Francja, Lot - czerwiec 2009- Wyprawa połączonych sił B2D & Balticexplorers

Nasza pierwsza i pewnie nie ostatnia wspólna akcja z Balticexplorersami.

Droga do Francji. Nie była łatwa. Splot okoliczności spowodował, że 1850km miałem zrobić sam. Zabolało, ale późnym wieczorem w czwartek spotkaliśmy się we młynie nad rzeczką Lantouy. Tu ustawiliśmy kwaterę na ponad tydzień. Miejsce jak się okazuje bardzo popularne wśród nurków, szczególnie tych „wierzących”. Właścicielami miejsca jest para przesympatycznych i ciepłych w obejściu Brytyjczyków.

Krótkie omówienie planu na jutro, przy Wnorkowej zupie, i szybko spać.

 

Dzień  pierwszy

Ressel

Inwazja z Polski

Jedna jaskinia i aż 4 teamy z kraju nad Wisłą. My, Robert Klein z kursantami, Majki i jego drużyna oraz dwuosobowy zespół: TomM & GosiaM. Dobrze że nie wchodziliśmy razem. Ressel nie wytrzymałaby takiego naporu pod białoczerwonym sztandarem.

 

Nurkowanie pierwsze: rekonesansowe. Leszek i Rafał robią pętlę przez boczny korytarz, a ja z Wnorkiem jump do komory powietrznej. Po zaczepieniu jumpa wynurzamy się w wysokiej szczelinie do której najwyraźniej można zejść prawie suchą stopą – ze stropu zwisa lina zakończona węzłem na poziomie wody.... Spotykamy się wszyscy w częsci przed pierwszym T i  razem wychodzimy z wody, W tym czasie Reinhard i Markus (EKPP) taszczą do wejścia chyba tonę sprzętu. Jak dowiedzieliśmy się zaplanowali treningowe zanurzenie z powodu nienurkowych warunków gdzieś tam.

 

Nurkowanie drugie po prawie dwugodzinnym odpoczynku. Płyniemy na granicę shaftu. Kiedy dopływamy do krawędzi Reinhard i Markus zaczynają deko i dopiero przepinają stejdże. Robimy swoje, przepływamy obok, lecimy do pętli. Tu sesja foto i do domu

 

Spotykamy Toma Karcha, który rozgrzewa się przed kolejnym kursem. Tomek jest kopalnią wiedzy praktycznej o logistyce okolicznych jaskiń więc spędzamy chwilkę.

 

Dzień drugi

 

St. Sauveur

Zasięgamy informacji o warunkach nurkowych i kiedy dociera wiadomość o dobrej widoczności decyzja jest oczywista. Już wiemy gdzie wydmuchać nasz wypasiony TMX. Tylko czy wołać strazaków? „Le pompies” jeszcze niedawno trzymali łapę na nurkowaniach w St. Sauveur i wymagali wcześniejszych uzgodnień. Ich działania nie były zresztą pozbawione sensu. W okolicy brak zasięgu jakiejkolwiek sieci komórkowej i w razie problemu pomoc byłaby mocno opóźniona. Strażacy wymagali podania godzin wejścia i wyjscia i przy spóźnieniu uruchamiali ekipę ratunkową. Popularność jaskini, jednak, skutecznie ich zniechęciła. Musieliby przestać gasić pożary aby dopilnować dziury i nurków. Świadomi problemu z planem awaryjnym przestaliśmy zawracać sobie głowę strażakami i ruszyliśmy w drogę.

Okoliczności wejścia do dziury przepiękne. Jeziorko ze szmaragdową wodą. Po krótkim poszukiwaniu mamy wejście. Jaskinia otwiera się szeroką grotą aż do zacisku na 23m. Do tego miejsca widać światło dzienne. Zostawiamy stejdże i hajda przez restrykcję. Dalej dość stromo w dół. Podziwiamy przepiękne formacje na ścianach jaskini i szybko dochodzimy do granicy penetracji, którą uzgodniliśmy na około 60m głębokości (lub 1/3 oczywiście). Zawracamy na 63m. Szkoda że tak krótko. Już pod wodą zapadły serdeczne postanowienia o powrocie kiedyś. Na płytkich przystankach, już w niecce obserwujemy strumyki pęcherzyków przebijające się przez piasek. To nasz gaz pozostawiony w jaskini kilkanaście minut wcześniej. Jak się okazuje skały są bardziej porowate niż się zdawało. Na dekompresji towarzyszy nam Kamil ćwiczący przed kursem. Wszyscy wychodzą z wody oczarowani dziurą.

 

Dzień trzeci:

Fontain de Truffe

Wejście jakże rózne w porównaniu z nurkowaniem poprzednim. Przydrożna kałuża i wszystko. Tylko woda jakaś fajna, też do czasu. Przed nami wchodzi dwóch hokeistów ze szkoły francuskiej. Chełmy, plastikowe płetewki kraulują wodę. Po chwili fajna woda to już tylko mętna breja. Czyli coś dla nas - wchodzimy. Idę ostatni i w zewnętrznej części restrykcji wejściowej widzę cofającego się Rafała. I już wiem że "gra w szklane oko" będzie się żywiła tym tematem – biedny Rafał. Niemniej po zamianie twina 15-tkowego na 2x12 przeciska się i wszyscy zanurkowali. W samej jaskini woda kryształ. Jaskinia meandruje przepieknie i wciąga coraz dalej i dalej. Na kolanach pokonujemy część prawie – suchą. Dochodzimy do końca drugiego syfonu, a na kolejnym nurku sesja foto. Tu zdjęcia muszą się udać! Zakochujemy się w miejscu.

 

17.jpg 

 

18.jpg 


Dzień czwarty

Ressel na bis, ale głębiej, dłużej…

Tym razem znoszenie zestawów ze skarpy nie jest tak lajtowe. Osiemnastki nie są wcale przyjazne w transporcie, ale pod wodą problemy znikają, a większa o 1/3 ilość gazu daje odpowiednio większe możliwości czasowo-głębokościowe. Wchodzimy  objuczeni stejdżami – po 3 na głowę. Zaczynamy od tego z trawelem zostawiając przy wejściu tlen, a dalej pięćdziesiątkę i przy zejściu do szaftu zmieniamy gaz na denny uwalniając się od gazu podróżnego. Idziemy poza szaft obserwują jak zasadniczo zmienia się charakter jaskini, która z niezbyt szerokiej przechodzi w ogromny tunel. Widzimy piaszczyste dno uformowane przez płynącą wodę w wydmy. Skalne ściany zmieniły się z regularnych płyt w porowate, erozyjne struktury. Dochodzimy z płetwy kawałek poza 600m (52m głębokości) i czas wracać. Powrót i deko bez problemów. I kolejny raz obiecujemy sobie powrót…

 

01.jpg

 

08.jpg

 

 13.jpg

 

15.jpg

 

Ressel 2

Po pierwsze średnio łatwo jest znaleźć wejście na przeciwległy brzegu rzeki. Po drugie wizura nie przeracza 4m, średnio 3m (typowa dla RS2). Po trzecie bałagan poręczówkowy. Z niewiadomej  przyczyny do głownego korytarza w pewnym momencie prowadzi jump, zaś ciągła poręczówka kończy się po chwili krótką pętlą ze zmiennym kierunkiem strzałek z których jedna wygląda na oberwaną. Dlaczego tu wchodzimy? Coś ciągnie coraz dalej. Mętna woda nie przeszkadza. Brniemy więć w mętną zupę. Ale, ale coś tu nie gra... W drodze powrotnej nagle pojawia się marker odległości 30m (niekierunkowy), a w tym momencie powinniśmy być około setki. Wszyscy mamy pietra, czy aby na pewno wiemy gdzie jesteśmy. Na szczęście kolejne markery wskazują rozsądną odległość, a strzałki kierunek którego się spodziewaliśmy.

Na razie nic nas nie ciągnie na powrót do tej jaskini, ale w przyszłości…

 

Dzień piąty

Fontain  de Saint George

Dyskretny parking koło śmietnika i zagródki dla kucyków. Za drogą urocze jeziorko ze szmaragdową ale niezbyt przejrzystą wodą.

Dla mnie wejście do jaskini stanowiło pewne zaskoczenie. Ostry zjazd, ciasnym dość stokiem, prawie szorując brzuchem po żwirze aż do 29m. Super jazda. Wizura, którą nazwałbym srednią. Jaskinia zaś niezwykle ciekawa, z dużymi komorami, bardzo obszerna. Robimy nurka na 2 stejdżach zapędzając się spory kawałek.Chciałoby się więcej... Aby zaostrzyć apetyty gapimy się na odłamek ekipy EKPP z kupą stejdży i skuterami... Ehhh!

 

 

Dzień szósty

Source de Landenouse

Jak my tam wejdziemy czy raczej zejdziemy? Z zestawami DL12 można by skakać, ale mając osiemnastki na grzbiecie nie ryzykowaliśmy nietrafieni w dziurę. Skok na skałę i kości udowe będę miał na wysokości barków. Spuszczamy zestawy na bloczkach i skaczemy… Ubieramy graty na powierzchni i jazda pod wodę. Płyniemy poza tzw. łokieć gdzie można naprawdę docenić urodę  jaskini pośród krystalicznej wody.

 

Dzień siódmy

Spuszczam zasłonę milczenia…

 

Dzień ósmy

Dzielimy się na dwie grupy.

Leszek i Wnorek jadą obfotografowywać Ressel. Ja z Rafałem jadę rozpoznać Gouffre de Lantouy. Jeziorko pośród lasu daje początek rzeczce przy, której położona jest  nasza kwatera. Jak wieść niesie jest dostępna tylko w konfiguracji sidemountowej. Żwirowy stok, o bardzo ostrym nachyleniu ma tendencję do osuwania się, a zacisk na 23m daje się pokonać tylko okresowo. Konfigurujemy sidemount i wchodzimy. Mętna woda w jeziorku dodaje jeszcze smaku. Odnajdujemy poręczówkę i jazda w dół. Ledwie co widzę – optymistycznie 2m wizury. Szybko dochodzimy do zacisku i … Rafał daje sygnał „do domu”. Odwracam się i… przez chwilę widzę Rfałą, a potem szara mgła. W zerowej widoczności wychodzimy do studni w jeziorku. Wynurzamy się. Było krótko, ale fajnie. Jak na pierwszy raz wystarczy. Podobno można dojść do 51m głębokości.

 

Wieczorem pożegnalna kolacja w gronie zakonnym. A jednak używają piwa i wina…?

 

Wyjazd nadzwyczaj udany. Do powtórzenia.

Dziękuję Panowie.

Specjalne podziękowania dla Leszka Legata za udostępnienie zdjęć

 

Robert





Newsletter
Podaj adres e-mail,
na który chciałbyś otrzymywać wiadomości.
adres e-mail::

Zapisz
Wypisz      
Nasi partnerzy





Copyright © www.born2dive.pl 2007-2012 Liczba odwiedzin: 205813
CMS System powered by media-projekt.pl