Francja, Lot - czerwiec 2009- Wyprawa połączonych sił B2D & Balticexplorers
Nasza pierwsza i pewnie nie ostatnia wspólna akcja z
Balticexplorersami.
Droga do Francji. Nie była łatwa. Splot okoliczności
spowodował, że 1850km miałem zrobić sam. Zabolało, ale późnym wieczorem w
czwartek spotkaliśmy się we młynie nad rzeczką Lantouy. Tu ustawiliśmy kwaterę
na ponad tydzień. Miejsce jak się okazuje bardzo popularne wśród nurków,
szczególnie tych „wierzących”. Właścicielami miejsca jest para
przesympatycznych i ciepłych w obejściu Brytyjczyków.
Krótkie omówienie planu na jutro, przy Wnorkowej zupie, i
szybko spać.
Dzieńpierwszy
Ressel
Inwazja z Polski
Jedna jaskinia i aż 4 teamy z kraju nad Wisłą. My, Robert
Klein z kursantami, Majki i jego drużyna oraz dwuosobowy zespół: TomM &
GosiaM. Dobrze że nie wchodziliśmy razem. Ressel nie wytrzymałaby takiego
naporu pod białoczerwonym sztandarem.
Nurkowanie pierwsze: rekonesansowe. Leszek i Rafał robią
pętlę przez boczny korytarz, a ja z Wnorkiem jump do komory powietrznej. Po
zaczepieniu jumpa wynurzamy się w wysokiej szczelinie do której najwyraźniej
można zejść prawie suchą stopą – ze stropu zwisa lina zakończona węzłem na
poziomie wody.... Spotykamy się wszyscy w częsci przed pierwszym T i razem wychodzimy z wody, W tym czasie Reinhard i
Markus (EKPP) taszczą do wejścia chyba tonę sprzętu. Jak dowiedzieliśmy się
zaplanowali treningowe zanurzenie z powodu nienurkowych warunków gdzieś tam.
Nurkowanie drugie po prawie dwugodzinnym odpoczynku.
Płyniemy na granicę shaftu. Kiedy dopływamy do krawędzi Reinhard i Markus zaczynają
deko i dopiero przepinają stejdże. Robimy swoje, przepływamy obok, lecimy do
pętli. Tu sesja foto i do domu
Spotykamy Toma Karcha, który rozgrzewa się przed kolejnym
kursem. Tomek jest kopalnią wiedzy praktycznej o logistyce okolicznych jaskiń
więc spędzamy chwilkę.
Dzień drugi
St. Sauveur
Zasięgamy informacji o warunkach nurkowych i kiedy dociera
wiadomość o dobrej widoczności decyzja jest oczywista. Już wiemy gdzie
wydmuchać nasz wypasiony TMX. Tylko czy wołać strazaków? „Le pompies” jeszcze
niedawno trzymali łapę na nurkowaniach w St. Sauveur i wymagali wcześniejszych
uzgodnień. Ich działania nie były zresztą pozbawione sensu. W okolicy brak
zasięgu jakiejkolwiek sieci komórkowej i w razie problemu pomoc byłaby mocno
opóźniona. Strażacy wymagali podania godzin wejścia i wyjscia i przy spóźnieniu
uruchamiali ekipę ratunkową. Popularność jaskini, jednak, skutecznie ich
zniechęciła. Musieliby przestać gasić pożary aby dopilnować dziury i nurków. Świadomi
problemu z planem awaryjnym przestaliśmy zawracać sobie głowę strażakami i ruszyliśmy
w drogę.
Okoliczności wejścia do dziury przepiękne. Jeziorko ze
szmaragdową wodą. Po krótkim poszukiwaniu mamy wejście. Jaskinia otwiera się
szeroką grotą aż do zacisku na 23m. Do tego miejsca widać światło dzienne.
Zostawiamy stejdże i hajda przez restrykcję. Dalej dość stromo w dół.
Podziwiamy przepiękne formacje na ścianach jaskini i szybko dochodzimy do
granicy penetracji, którą uzgodniliśmy na około 60m głębokości (lub 1/3
oczywiście). Zawracamy na 63m. Szkoda że tak krótko. Już pod wodą zapadły serdeczne
postanowienia o powrocie kiedyś. Na płytkich przystankach, już w niecce
obserwujemy strumyki pęcherzyków przebijające się przez piasek. To nasz gaz
pozostawiony w jaskini kilkanaście minut wcześniej. Jak się okazuje skały są
bardziej porowate niż się zdawało. Na dekompresji towarzyszy nam Kamil ćwiczący
przed kursem. Wszyscy wychodzą z wody oczarowani dziurą.
Dzień trzeci:
Fontain de Truffe
Wejście jakże rózne w porównaniu z nurkowaniem poprzednim.
Przydrożna kałuża i wszystko. Tylko woda jakaś fajna, też do czasu. Przed nami
wchodzi dwóch hokeistów ze szkoły francuskiej. Chełmy, plastikowe płetewki
kraulują wodę. Po chwili fajna woda to już tylko mętna breja. Czyli coś dla nas
- wchodzimy. Idę ostatni i w zewnętrznej części restrykcji wejściowej widzę
cofającego się Rafała. I już wiem że "gra w szklane oko" będzie się żywiła tym
tematem – biedny Rafał. Niemniej po zamianie twina 15-tkowego na 2x12 przeciska
się i wszyscy zanurkowali. W samej jaskini woda kryształ. Jaskinia meandruje
przepieknie i wciąga coraz dalej i dalej. Na kolanach pokonujemy część prawie –
suchą. Dochodzimy do końca drugiego syfonu, a na kolejnym nurku sesja foto. Tu
zdjęcia muszą się udać! Zakochujemy się w miejscu.
Dzień czwarty
Ressel na bis, ale głębiej, dłużej…
Tym razem znoszenie zestawów ze skarpy nie jest tak lajtowe.
Osiemnastki nie są wcale przyjazne w transporcie, ale pod wodą problemy
znikają, a większa o 1/3 ilość gazu daje odpowiednio większe możliwości
czasowo-głębokościowe. Wchodzimyobjuczeni stejdżami – po 3 na głowę. Zaczynamy od tego z trawelem
zostawiając przy wejściu tlen, a dalej pięćdziesiątkę i przy zejściu do szaftu
zmieniamy gaz na denny uwalniając się od gazu podróżnego. Idziemy poza szaft
obserwują jak zasadniczo zmienia się charakter jaskini, która z niezbyt
szerokiej przechodzi w ogromny tunel. Widzimy piaszczyste dno uformowane przez
płynącą wodę w wydmy. Skalne ściany zmieniły się z regularnych płyt w porowate,
erozyjne struktury. Dochodzimy z płetwy kawałek poza 600m (52m głębokości) i
czas wracać. Powrót i deko bez problemów. I kolejny raz obiecujemy sobie
powrót…
Ressel 2
Po pierwsze średnio łatwo jest znaleźć wejście na
przeciwległy brzegu rzeki. Po drugie wizura nie przeracza 4m, średnio 3m
(typowa dla RS2). Po trzecie bałagan poręczówkowy. Z niewiadomejprzyczyny do głownego korytarza w pewnym
momencie prowadzi jump, zaś ciągła poręczówka kończy się po chwili krótką pętlą
ze zmiennym kierunkiem strzałek z których jedna wygląda na oberwaną. Dlaczego
tu wchodzimy? Coś ciągnie coraz dalej. Mętna woda nie przeszkadza. Brniemy więć w mętną zupę. Ale, ale coś tu nie gra... W drodze
powrotnej nagle pojawia się marker odległości 30m (niekierunkowy), a w tym
momencie powinniśmy być około setki. Wszyscy mamy pietra, czy aby na pewno
wiemy gdzie jesteśmy. Na szczęście kolejne markery wskazują rozsądną odległość,
a strzałki kierunek którego się spodziewaliśmy.
Na razie nic nas nie ciągnie na powrót do tej jaskini, ale w
przyszłości…
Dzień piąty
Fontainde Saint
George
Dyskretny parking koło śmietnika i zagródki dla kucyków. Za
drogą urocze jeziorko ze szmaragdową ale niezbyt przejrzystą wodą.
Dla mnie wejście do jaskini stanowiło pewne zaskoczenie.
Ostry zjazd, ciasnym dość stokiem, prawie szorując brzuchem po żwirze aż do
29m. Super jazda. Wizura, którą nazwałbym srednią. Jaskinia zaś niezwykle
ciekawa, z dużymi komorami, bardzo obszerna. Robimy nurka na 2 stejdżach
zapędzając się spory kawałek.Chciałoby się więcej... Aby zaostrzyć apetyty gapimy się na odłamek ekipy EKPP z kupą stejdży i skuterami... Ehhh!
Dzień szósty
Source de Landenouse
Jak my tam wejdziemy czy raczej zejdziemy? Z zestawami DL12
można by skakać, ale mając osiemnastki na grzbiecie nie ryzykowaliśmy
nietrafieni w dziurę. Skok na skałę i kości udowe będę miał na wysokości
barków. Spuszczamy zestawy na bloczkach i skaczemy… Ubieramy graty na
powierzchni i jazda pod wodę. Płyniemy poza tzw. łokieć gdzie można naprawdę docenić
urodęjaskini pośród krystalicznej wody.
Dzień siódmy
Spuszczam zasłonę milczenia…
Dzień ósmy
Dzielimy się na dwie grupy.
Leszek i Wnorek jadą obfotografowywać Ressel. Ja z Rafałem
jadę rozpoznać Gouffre de Lantouy. Jeziorko pośród lasu daje początek rzeczce
przy, której położona jestnasza
kwatera. Jak wieść niesie jest dostępna tylko w konfiguracji sidemountowej. Żwirowy
stok, o bardzo ostrym nachyleniu ma tendencję do osuwania się, a zacisk na 23m
daje się pokonać tylko okresowo. Konfigurujemy sidemount i wchodzimy. Mętna
woda w jeziorku dodaje jeszcze smaku. Odnajdujemy poręczówkę i jazda w dół.
Ledwie co widzę – optymistycznie 2m wizury. Szybko dochodzimy do zacisku i …
Rafał daje sygnał „do domu”. Odwracam się i… przez chwilę widzę Rfałą, a potem
szara mgła. W zerowej widoczności wychodzimy do studni w jeziorku. Wynurzamy
się. Było krótko, ale fajnie. Jak na pierwszy raz wystarczy. Podobno można
dojść do 51m głębokości.
Wieczorem pożegnalna kolacja w gronie zakonnym. A jednak
używają piwa i wina…?
Wyjazd nadzwyczaj udany. Do powtórzenia.
Dziękuję Panowie.
Specjalne podziękowania dla Leszka Legata za udostępnienie zdjęć