|
W dniu 29.08.2008 zespół dwuosobowy w składzie: Marek C. i ja, ponownie odwiedził Josta Krauzego i jego kamienne rancho.
Okazuje się, że w piątki mało kto tu nurkuje, szczególnie rano. SMS-em wyrwaliśmy Josta z domowych pieleszy oczywiście aby móc zapłacić za nurkowanie…;-).
Jost tylko zapytał czy robimy „bottom” i udał się przygotowywać „kamenzer wurst”
Niespiesznie przygotowaliśmy się do ataku pokonując po drodze awarie 2 automatów, które potencjalnie mogły położyć cały wyjazd. Cóż, od nadmiaru sprzętu w aucie głowa nie boli.
Plan zakładał szybkie zejście na 40m, dotarcie do brzegu najgłębszej niecki na 53m i penetrację tak głęboko jak wizura pozwoli z max. głębokością do 67m. Chcieliśmy rzucić okiem na instalację napowietrzającą i inne atrakcje przydenne.
Nie zraziwszy się zupą pod powierzchnią kontynuowaliśmy zanurzenie przy pierwszej boi. Wizura gwałtownie poprawiała się dając nadzieję przyzwoitą przejrzystość przy dnie. Szybko dopłynęliśmy do drabiny na brzegu niecki i opuszczaliśmy się niżej ciągle kuszeni dość dobrą przejrzystością (około 5m). Od 57m pojawiła się niestety wyraźna mgiełka, a na 60 metrze widoczność spadła gwałtownie do 50cm. Ponieważ dalsze poszukiwania eksponatów nie miały sensu odbyliśmy naradę ;-) i wypłyciliśmy się do 58m płynąc wzdłuż wschodniej ściany. Tak dotarliśmy do północnego krańca akwenu i rozpoczęliśmy wynurzenie. Dekompresję odbywaliśmy powoli płynąc na południe. Z prawdziwą przyjemnością wisieliśmy na przystankach w segmencie pośrednim podziwiając ściany przy widoczności sięgającej 15m.
Po nurkowaniu Jost uraczył nas kiełbasą i obiecał poprawę widoczności w strefie przydennej w zimie, po włączeniu instalacji napowietrzającej.
Szybkie pompowanie zestawów i w drogę do Wildschutz. Podróż zapewniła nam stosowną przerwę powierzchniową.
Parametry nurkowania: gł. max. 60m, czas denny 17min, gazy: TMX 18/45, Ean50, tlen, deko wg. RD 1:2
Pełni energii po udanym nurkowaniu dojechaliśmy do posiadłości rodziny Buder. I… nie ma to jak pocałować klamkę po takiej podróży. Niemało inwencji wymagało doprowadzenie nurkowania do skutku, ale udało się. Kiedy tylko stanęliśmy na brzegu wiedzieliśmy, że będzie naprawdę nieźle.
Szybko wrzuciliśmy graty na plecy, wybraliśmy odpowiednią boję i… zadziałało prawo Murphy’ego: „kiedy wizura jest perfekcyjna kamera zostanie w aucie lub się popsuje” – padł akumulator soniacza.
Kiedy zanurzyliśmy się na cm pod powierzchnię automaty chciały nam wypaść z rozdziawionych ust. No takiej przejrzystości to chyba sam Herr Buder nie pamięta. Nawet uwzględniając skłonność nuków do przesady należy uczciwie ocenić na około 15m aż do głębokości 45m. Następnie wizurka łagodnie się psuje i na 57m wynosi około 5m. Zapuściliśmy się na tą głębokość w poszukiwaniu drugiej części zniszczonej windy urobkowej. Właściwie trudno rozpoznać tu jakąkolwiek konstrukcję – jedynie porozrzucane kątowniki zaścielają dno. Część płytsza ciągle doskonale zachowana wspaniale prezentowała się przy tej widoczności. Przy okazji odwiedziliśmy inne atrakcje sąsiadujące z windą: obelisk i kiosk. Dekompresję tradycyjnie odbywaliśmy powoli płynąc wzdłuż ściany w kierunku wyjścia.
Tu kolejna niespodzianka. Gospodarz nie ustaje w swoim hobby zatapiania dużych konstrukcji. Opisywany wcześniej wielokomorowy habitat pływa już po wodzie, a zatopiony został dzwon nurkowy, którego wejście znajduje się na 9m a górna pokrywa na 6. Do dzwonu można wejść, choć w twinie może być trudno. Dzwon zaopatrzony jest w pępowinę i zbiorniki gazu. Następnym razem wypytamy właściciela o możliwości oddychania wewnątrz dzwonu.
Po tak udanym nurkowaniu zaostrzyły się nam apetyty na zwiedzanie dalszych częśckaieniołomu co nastąpi wkrótce…
I nastąpiło…
Wróciliśmy po 3 dniach w zespole wzmocnionym o Grzesia i Sławka, którzy poza rekreacją postanowili być naszym wsparciem podczas ataku na „Pumpenhaus 2”(dalej, w skrócie: P2). W tym samym czasie i miejscu nurkowanie solowe postanowił zrealizować Remek zwany Remolem.
Wyruszyliśmy ze Szczecina o „poranku”, kiedy niektórzy kładą się spać i… zastaliśmy familię Buder przy śniadaniu.
Wypytaliśmy Herr Budera o opustówkę i ten potwierdził, że biegnie ona tylko do rury odwadniającej i po tej należy schodzić niżej. Gospodarz z ledwie ukrywanym uśmiechem dodał, że na dole jest „dunkel”.
W planowaniu skorzystaliśmy z pełnego grozy opisu Fothera z nurkowania w 2006r. Najpierw porzuciliśmy, podobnie jak Fother, śmiały plan znalezienia P2 płynąc i ciągnąc poręczówkę od Pumpenhaus 1 (P1). Podczas nurkowania odczuwałem prawdziwą ulgę z powodu zaniechania tego nierealistycznego zamiaru. Plan obejmował więc zejście po opustówce i opisywanej przez Fothera rurze, znalezienie P2, filmowanie znaleziska, wynurzenie przy ścianie do P1 ciągnąc od dołu poręczówkę. Dalej wykonanie planu dekompresji płynąc wzdłuż ściany południowej i wschodniej aż do wyjścia na „plaży”.
Troszkę czasu zabrało nam klarowanie górki sprzętu, moczenie kamery – co by nie zaparowała itp.
Wreszcie byliśmy w wodzie i… tak dla rozgrzewki pompowaliśmy po powierzchni do boi oddalonej o jakieś 250m. Pierwsza część zanurzenia była prawdziwą przyjemnością tym bardziej, że sterczące pod wodą drzewo nie było dla nas czymś ani nowym ani niezwykłym, a nawet pewnym urozmaiceniem. Sprawnie dotarliśmy do rury i podążaliśmy za nią schodząc z półki na której się załamywała. Widoczność łagodnie spadała z 10 do 5m aż do 60m głębokości. Tu pojawiły się jednak duże farfocle ograniczając przejrzystość do 2m i tak było aż do 68m gdzie rura przyjęła położenie poziome i po kilku metrach skończyła się nagle urwana czy odcięta. Zajęło nam chwilę zorientowanie się, że wisimy nad dachem P2 (głębokość 69m). Ten był pokryty warstwą półmetrową czarnego puchu, który delikatnie poruszony wzbijał się ograniczając przejrzystość do prawie zera. Teraz wiemy co Buder rozumiał przez "dunkel". Zapewne to ten sam czarny muł w który wpadł Fother, teraz jest go jednak dużo grubiej. Opłynęliśmy domek na 70m przy stale spadającej widoczności. Kamera okazała się jedynie balastem, filmowanie czarnego pyłu nie było fun. Końcówka fazy dennej odbywała się już techniką „na macanego” i z prawdziwą ulgą byliśmy znowu przy naszej rurze. Wynurzenie rozpoczęliśmy po niej i na 48 m zaczęliśmy opływanie kamieniołomu. Po drodze napotkaliśmy dość grubą białą poręczówkę biegnącą „do nikąd” choć przypuszczamy, że być może w kierunku najgłębszego punktu dna i następną pociągniętą z plateau na 56m aż w pobliże P1 gdzie krótko rzuciliśmy okiem na znane już zabytki przemysłu wydobywczego i rozpoczęliśmy plan dekompresyjny.
Z prawdziwą przyjemnością wracaliśmy do światła i ciepła. Temperatura na głębokości tradycyjnie sięga tu 4st C, na ostatnim przystanku (6m) zaś rozkoszne 17st.
Przy pomoście ponownie podziwialiśmy podwodne konstrukcje pana Budera.
Zespól wsparcia przywitał nas w wodzie uściskiem dłoni i gratulacjami.
Graty zostały jak należy przy brzegu, a my kontynuowaliśmy odsycanie przy grillu.
Parametry nurkowania: max. głębokość 70m, czas denny 25min, średnia głębokość 60m, gazy – TMX 15/55, TriOx 35/25 (travel i deco), EAN50, tlen, plan dekompresyjny wg. RD 1:2.
Po grilu postanowiliśmy pokazać Remkowi stację P1 i zanurkowaliśmy raz jeszcze rozkoszując się widocznością. Ciekawym spostrzeżeniem jest niewielka niecka na 49m tuż przy P1, w której zalega biała mgła. Nie należy się nią zrażać. Za laskiem schodząc w dół mijamy nieckę i wchodzimy w strefę o całkiem niezłej widoczności. Poręczówka na plateau nie jest poprowadzona od samej stacji, a zaczyna się (czy kończy) gdzieś pomiędzy drzewami. Relatywnie krótką dekompresję odbyliśmy objeżdżając kamieniołom na skuterach (mój przed nurkowaniem chciał być mustangiem i próbował wydostać się na wolność, ale został spacyfikowany…).
Parametry nurkowania: głębokość max. 49m, czas denny 8min, głębokość średnia 45m, gazy: TMX 20/25, EAN50, tlen, dekompresja wg RD 1:1 (ze względu na nurkowanie powtórzeniowe przystanek na 9m wydłużony x2, na 6m tlen zamiast nitroksu).
Seria nurkowań w Wildschutz nasyciła chwilowo nasz głód na to miejsce, ale i tak wrócimy – zostało kilka fajnych eksponatów do obejrzenia…
Marek, Robert
PS Dziękujemy wszystkim współuczestnikom wyjazdu tzn. Remkowi, Grzesiowi i Sławkowi
opis: Robert vel Scyllis
|