|
Tech1 z Richardem Lundgrenem
Witajcie, Od pewnego czasu ścigałem Richarda Lundgrena celem umówienia się na kurs T1. Nie było łatwo – Rysiu ma zapisanych ludków do wiosny 2009. Zawsze można jednak liczyć na łut szczęścia i niestety czyjegoś pecha. I nagle zrobiła się dziura w kursie lutowym w Omanie. No było kilka spraw do załatwienia, aby dograć wyjazd w tempie 2-tygodniowym. Miałem też jeszcze w planie warsztaty przedkursowe, ale... Kurs zorganizował Olly Agbebi z Muskatu (Sułtanat Omanu). Olly jak samo nazwisko i imię wskazują jest rodowitym angolem. Jest też instruktorem fund., nurkiem T3, C3. Moimi partnerami byli Florian (Niemcy) i David (UK, zasiedziały w Omanie). Niestety, pierwszy raz zobaczyliśmy się na lotnisku w Muskacie wieczorem przed kursem. Chłopaki znali się już wcześniej m.in. z fundamentów.
Dzień pierwszy. Jestem tak skonany podróżą, że nie słyszę co się dzieje o 05.30 ... ; Godz. 08.00. Kupujemy trochę żarcia i jedziemy do domu Ollego. Tu będze nasza klasa przez najbliższe kilka dni, jednocześnie magazyn sprzętu, warsztat, sprężarkownia i dla chętnych także sklep nurkowy. W drzwiach wita nas Rysiu. Zaczynamy śniadaniem i omówieniem planów na pierwszy dzień. Wiatr wieje, że zęby wyrywa, zero nurkowania, nawet z brzegu. Jak się później okazało trafiliśmy na 5 dni najgorszej pogody w całym roku. Dzień spędzamy na wykładach i pogadankach teoretycznych. W sposób nie dający się wyjaśnić tylko opłatą kursową, Rysiu znajduje niewyczerpane pokłady humoru, entuzjazmu dla nauczania i powtarzania spraw o których mówi od ponad 20 lat (wliczając lata przed GUE). Teorię przeplatają zajęcia terenowe z układania poręczówki ubarwiane prowadzeniem zespołu 3 nurków w warunkach zerowej widoczności. Kończymy wieczorem przygotowaniem sprzętu na następny dzień. Za pomocą przecinaka i młota dopasowuję 2 zgrabne v-ki aby dociążyć nas doogonowo. W miejscu zakwaterowania jestem o 22.00. Jeszcze tylko przygotowanie teorii na następny dzień i można kontemplować wakacje;-)
Dzień drugi. Godz. 05.30. Z okolicznych minaretów rozlega się: "Allah akbar ..." I nie ma spania! Zaczynamy punkt 08.00. Ładujemy sprzęt na gigantyczny pick-up Ollego i jedziemy do pobliskiego Yacht-klubu. Jesteśmy sami na plaży. Najpierw obejrzenie i omówienie konfiguracji sprzętu wg GUE, przypomnienie na sucho na czym polega v-drill. Następnie Rysiu opowiada i prezentuje sposoby postępowania zespołowego w przypadkach naprawialnych i nienaprawialnych awarii gratów dostarczających życiodajny luft. Ćwiczymy na sucho po kilka razy. Tanki na plecy, stejdże do boku i nareszcie yalla do wody. Uuuups! Niespodzianka. Zimno! Woda ma 22st., a ja zabrałem tylko gacie i bluzę mikropolarową. Przezornie wdziałem kaptur. Ponieważ pierwsze dwa dni nurkowań poświęcone są "critical skills", taplamy się więc do 7m. Schodzimy do dna, płyniemy, strzelamy bojkę, wynurzamy do 3m i utrzymując trójkątną formację wokół sznurka i prezentujemy v-drilla. Wynurzenie i krótkie omówienie. Wszystko OK więc zanurzamy się, mocujemy poręczówkę i snujemy się pośród kamieni. Rysiu czyha z "blow-gunem". Co chwilę ktoś ma jakiś wyciek. Nurkowanie kończymy awarią nienaprawialną u nurka, który po chwili traci cały gaz, podaję długi wąż i za moment mam awarię prawego automatu. Nie mogę zakręcić dopóki trzeci nie poda swojego węża. Wynurzenie oczywiście w trójkącie nie przerywając podaży gazu. Przystanek na 3m. Ktoś traci maskę. Wszystko idzie dobrze i podczas następnego nurkowania Rysiu podnosi poprzeczkę. Mnożą się naprawialne i nienaprawialne awarie. Godzi się tak ustawić formację aby każdy wiedział do kogo gnać po powietrze. Od czasu do czasu Rysiu resetuje cała sytuację i zaczynamy od nowa. Wynurzenia są szczególnie bogate w niespodzianki. Dzień kończymy teorią i sesją blenderki z Ollim. Jesteśmy wolni o 22.00, czyli możemy zasiąść do odpowiadania na pytania egzaminacyjne. Jeszcze tylko poczytać teorię i o północy można przypomnieć sobie, że jesteśmy na wakacjach.
Dzień trzeci Godz. 05.30 muezin donośnym zaspiewem ponownie uswiadamia mi, że mogę się obudzić za jakąś godzinę ... Zaczynamy jak zwykle o 8-ej. Dzień podobny do poprzedniego. Dochodzi zmiana gazu i awarie stejdży na deco, wzbudzenie inflatora, awaria głównej latarki. Żeby nie było nudno Rysiu "gasi światło" i płyniemy wzdłuż poręczówki formacją w warunkach symulowanej zerowej widoczności. Trzy nurkowania ubarwiane niespodziankami.
Dzień czwarty. Godz 05.30 - jak poprzednio... Zaczynamy o 8-ej. Załamanie pogody. Żadna łódź nie wypływa. My nie naciskamy na skiperów widząc kocioł na wodzie. Klepiemy teorię. Rysiu nie traci humoru. Zapada decyzja o przedłużeniu kursu o 1 dzień. Przepadła okazja nurkowania pokursowego.
Dzień piąty. Godz. 05.30;.. Startujemy o 8-ej. Jedziemy nad wodę i szybko wracamy. Fale chcą rozbić główki portu. Robimy teorię. Nurkowania przenosimy na popołudnie. Niewielką łódką szukamy 24 m i robimy zasadniczo to samo co poprzednio, ale dołączając wykonanie planu dekompresji. Ktoś traci gaz dekompresyjny, komuś ginie maska na 6m, tudzież OOG na dnie i szybkie przełączenie nieszczęśnika na pierwszym deco-stopie. Trzy nurkowania. Bujanie przyprawia mnie o świadomość istnienia żołądka. Wracamy, przygotowywujemy gazy na jutro.
Dzień szósty i ostatni. Godz. 05.30... Zaczynamy o 8-ej. Nareszcie nurkowanie TMX-owe. Rysiu nie obiecuje pełnego luzu. Kilka niespodziewanek w strefie przydennej. Prowadzimy poręczówkę ...; itd. Rutyna. Rysiu ogłasza przedłużenie czasu dennego. Szybka modyfikacja planu wg. RD. Wyjście na łódkę nieco problematyczne. Raz widzę stępkę, raz zaglądam przez burtę do środka. Straty: 1 maska w piach. Podczas lunchu Rysiu daje do zrozumienia, że część nurkowa jest OK. Kończymy teorię. Wspólnie czytamy odpowiedzi na pytania (105sztuk). Teoria zaliczona. Jesteśmy prawie w domu ale wykończeni. Czyżby zapomniał ...? Nie! Jeszcze test pływacki i bezdech. Umawiamy się na tempo totalnie rekreacyjne. I ... pierwszy zawodnik startuje jakby go rekin gonił. Cóż, ziemia ojczysta mięczaków nie rodzi ... Dopływamy razem. Bezdech lepiej niż trzeba. Zasiadamy przy kawie, oglądamy filmy (z nurkowania). Rysiu omawia i uroczyście oświadcza. Idziemy, już absolwenci, na tęgiego browara.
Dzień siódmy. Godz. 05.30 ;.Hmm... Już prawie przywykłem. Wieczorem odlot do domu ...
Podsumowując krótko: Na liście szkoleń T1 stoi u mnie zaraz obok Fundamentów. Rożnica polega na tym, że fundamenty dokonują zwykle rewolucji w stylu nurkowania pojedynczego nurka, a T1 ugruntowuje zaś umiejętności działania zespołowego. Oczywiście oba elementy są widoczne w obu kursach i się przeplatają.
Polecam!
Pzdr Robert
PS. Uprzedzam pytania o filmy. Ten temat był już poruszany. Krótko: filmy zostały oficjalnie skasowane i nic nie mogę na to poradzić. Może będą foty…, a poniżej już kilka
od lewej: ja, Richard, Olly, David
Rysiu i Florian
nasze okoliczności przyrody i nurkowania
|