Dlaczego w Meksyku? Bo Christoph LeMaillot szkoli głównie
tutaj. Dlaczego Chris, bo jak uczyć się to od najlepszych (JJ i David rzadko
szkolą na poziomie C1). Chris jest członkiem „training board” w GUE. Jego
doświadczenie ponad 3000 nurkowań jaskiniowych gwarantuje, że widział niejedno
i z niejednym fuck-upem się zetknął.
Chris jest współwłaścicielem popularnego centrum ZeroGravity,
w którym poza nim szkolą: Dany Riordan i Fred Devos. Chłopcy są na tyle znani z
solidności, że niejednokrotnie nie tylko nurkowie, ale także instruktorzy
jaskiniowi innych organizacji zaglądają tu dla recertyfkowania.
Chris szkoli także we Francji i b. rzadko na Florydzie.
Kurs zarezerwowałem ze stosownym wyprzedzeniem tzn. w marcu.
W ten sposób udało się znaleźć lokum w rozsądnej cenie z czystym łóżkiem, bez
karaluchów, które w słońcu Karaibów dojrzewają do imponujących rozmiarów.
Dołączyłem do 5-osobowego teamu Kanadyjczyków. I tak
spotkaliśmy się w ogrodzie knajpki pod wielce obiecującą nazwą „Dos Chilles” w
Puerto Aventuras (prowincja Quintana Roo). Ogromna margarita pozwoliła na
szybkie przełamanie pierwszych lodów. Ponieważ przez pół roku poznawaliśmy się
via e-mail, jedynym rozsądnym rozwiązaniem było wspólne zanurkowanie przed
kursem.
Następnego ranka zaopatrzeni w miejscowego przewodnika
odwiedziliśmy cenot systemu Dos Ojos. Od razu okazało się, że żadne nowe
uzgodnienia nie są potrzebne. System DIR jest uniwersalny. Wszyscy adepci byli
na poziomie T1, a jeden T2 więc tym bardziej szło gładko. Przewodniczka (cave-,
tmxinstructor) była zadowolona, my też. Zadowoleni?! No, prawdę napisawszy
lepiej było mocno trzymać automat aby nie wypadł z rozdziawionej gęby podczas
pierwszego zetknięcia z okolicznościami przyrody
Następnego dnia rozpoczęcie. Zostaliśmy podzieleni na dwa
zespoły. Jeden do Chrisa, drugi do Freda.
Bez fanfar i zbędnego gadania Chris przystąpił do urabiania
ugoru. Taki już ma styl. Nie ma znaczenia z jakim bagażem przychodzisz,
zostaniesz potraktowany jak nurkowy niemowlak. Chris, poza kursem miły gość,
jest czepialski i wiecznie niezadowolony. Późniejszy wywiad pośród okolicznych
nurków uspokoił nas. Tak miało być.
Zawartość kursu, cóż chyba standardowa tzn. jak w wielu
innych organizacjach:
- praca zespołowa (sekwencja, podział zadań)
- przegląd przednurkowy wszystkiego, począwszy od zbierania
klamotów w bazie (także pomiar woltażu back-upów i światła głównego!)
- style pływackie (tu nowość: poza zmodyfikowanym kraulem
jest jeszcze bardziej zmodyfikowany kraul)
- zabawy z poręczówką (głównie z kołowrotka)
- v-drill,
s-drill
- OOA w jaskini + utrata maski, kilku masek… Przechodziły z
ręki do ręki…itd
- wyjście w całkowitej ciemności, wyjście z OOA, wyjście w
całkowitej ciemności z OOA
- 9 typów awarii automatów/zaworów (ostatecznie kończyły się
czyimś OOA)
- poszukiwanie zgubionego partnura z i bez szpulki
bezpieczeństwa
- poszukiwanie zgubionej poręczówki z i bez szpulki w
czarnej masce
- wyciąganie nieprzytomnego partnura (Chris naciskał na
częstsze ćwiczenie tego elementu z powodu dysproporcji np. w porównaniu z s-drillem.
Jak twierdzi znacznie częściej można spotkać nie/półprzytomnego nurka niż kogoś
bez gazu).
- podstawy nawigacji: kompas, budowa jaskini, prąd, głębokość,
markery (strzałki, herbatniki) itd. Zakaz wykonywania jumpów, pętli, trawersów,
nurkowania od strony syfonu (tylko od strony wywierzyska) na poziomie C1.
Dozwolone jedno „T”.
- zarządzanie gazami (bez stejdży, bez deko) tu odmienność:
na poziomie C1 zasada 1/6 (tak naprawdę po kalkulacji wychodzi 1/5)
- podstawy geo- hydrologii w zakresie nurkowym
- przyczyny wypadków jaskiniowych wg Axleya i NSS-CDA oraz
obecnie (rebreathery, skutery, kozakowanie)
Niby żadnych fajerwerków. Dlaczego więc GUE? Bo Chris nie
odpuścił nawet na milimetr (Tak! Test pływacki i bezdech też.). Czołgał nas po
jaskiniach aż zespół stał się zestrojoną maszyną. Po każdej większej wtopie,
np. koleś wskazał mi zakręcony automat jako Ok, nabieraliśmy wrażenia, że
obleje wszystkich (cały zespół pracuje, cały jest oceniany), niby nic się nie
stało, przed wzięciem do dzioba sprawdziłem co jest co, ale Chris grymasił na
serio.
Wszyscy byliśmy pod wrażeniem obecności, a raczej nieobecności
instruktora. Od początku powiedział nam, że nie jest członkiem zespołu i po
prostu znikał w czerni. Od czasu do czasu wyłaniał się jak duch z całkowitego
mroku aby zrobić komuś awarię, ukraść zapasowe światło (najlepiej latarek
sześć) itp. Jednocześnie maksymalizował bezpieczeństwo nowicjuszy w nowym
środowisku np. po gmeraniu zaworami zawsze odkręcał co zakręcone i wymagał
samosprawdzenia tego co odkręcił. Bacznie obserwował nasze miny po każdym
nurkowaniu poszukując znamion narastającego stresu. Wszyscy na szczęcie od razu
zakochali się w jaskiniach i nie mieliśmy z tym problemu.
Podczas kursu odwiedziliśmy jaskinie: system Ponderosa - cenote
Eden, Aktun Ha (Car Wash), Taj Mahal (Tajma Ha), system Ponderosa – cenote X-Tabay.
Ostatniego dnia oczywiście egzamin pisemno-testowy.
Uff! Wszyscy zdali. Wszyscy dostali passed na czwórki z
uwagą, że piątek nie daje, po prostu, nikomu.
Ostanie słowa błogosławieństwa na nową drogę życia
nurkowego: „Please, don’t screw it! This is not an option!”
Kolejnego dnia miły akcent: zaproszenie na C2 we Francji w
sierpniu. Hmm… postarzować trzeba w jaskiniach!
Uwagi końcowe:
- Margarita rules!
- 3x warto u Chrisa (u Freda też jak wynika z relacji teamu
B)
- Yukatan nie musi być drogi pod warunkiem wybrania
odpowiedniej pory roku i zadbania o lokum wcześniej (listopad jest ok., ale
jeszcze lepsza pora huraganów, które rzadko uderzają w półwysep, tanio wtedy i
pusto)
- p-valve to genialny wynalazek! Po każdym nurkowaniu była sesja
wiszenia na powierzchni. Chris przemawiał,a ja po cichu odkręcałem…
- kryzę rozdartą w cholerę można pozbierać do kupy nawet w
terenie za pomocą kleju UHU i silvertapea i zrobić 100min nurka z przeciekiem
do zignorowania – opiszę gdzie indziej z fotką.
Okoliczności przyrody postaram się pomału opisywać w stosownym
dziale
Kamery nie brałem z powodu nieposiadania świateł, ale
zasobniejsi współkursanci mieli taką jedną i może doczekam się filmu, wtedy
upublicznię.