|
Willingen Extreme Expedition 2010
Willingen – Schwalefeld
Yes, yes, yes!!! Po wielu miesiącach starań i nieustannej korespondencji z rządem landu Hesji, nareszcie, udało się! Mogliśmy rozpocząć nasz projekt! W zgrabną, roboczą nazwę przedsięwzięcia wpletliśmy brend naszego platynowego sponsora, jak i cel nurkowania. I tak powstał tytuł projektu: Born2Dive Willingen-Schwalefeld Extreme Exploration Project 2010 Jak to piszą w dużym mieście…
Tłumacząc na polszczyznę: pojechaliśmy zrobić kilka fajnych nurkowań w niedawno udostępnionych do tego celu, zalanych kopalniach mieszczących się pomiędzy Willingen i Schwalefeld.
Obie mieszczą się we wnętrzu tej samej góry, ale nie łączą się ze sobą. Obie wydobywały ten sam minerał tzn. łupek o grafitowej barwie. Jego przeznaczenie jest łatwo widoczne na dachach i ścianach domów w okolicznych miejscowościach. Obie kopalnie były eksploatowane jeszcze do niedawna.
Dach jednego z domów przylegających do kopalni Schwalefeld

Jeśli Willingen zaczyna się komuś już kojarzyć, to potwierdzam: tu zimą lata Małysz!
Pomysł zorganizowania wyjazdu powstał już przed rokiem, ale nie mogliśmy porzucić fascynacji kopalnią w Miltitz. Odległość (600km) też kapkę odstraszała. Idea dojrzała tej zimy. Pokonaliśmy problemy logistyczne... tzn. Konrad znalazł kontakt inny niż Oliver Hecht, który uparcie odmawiał korzystania z internetu i używania języka angielskiego. Wtajemniczeni donosili, że mówi, ale ma fochy. Spotkany na żywo, na zajawkę w stylu: Do you speak..., z flegmą wymamrotał: Well, a bit! Niemniej korespondencja nabrała życia dopiero za sprawą niejakiej Candy Small , która należy do pokolenia nurków posługujących się netem. To pokolenie należy do bezproblemowych i szefowa napisała tylko gdzie zostawić kasę i pobrać klucze od kopalni. I tyle sprawdzania papierów... Ale nie z Oliverem te numery!

Po kolei:
Zamieszkaliśmy w przytulnym pensjonacie Angelika, 20m od wejścia do kopalni Christine I. Jak łatwo się domyśleć cenowo to 1/2 osobonocy w Szklarskiej Porębie. Do dyspozycji wielki garaż służący za suszarnię i składowisko sprzętu, sauna oraz solarium :)

Nurkowania:
Zgromadziliśmy całą dostępną informację dla zaplanowania nurkowań i generalnie trafiliśmy.
Pierwsze i jedyne nurkowanie w Christine I objęło oba dostępne poziomy kopalni. Pierwszy, bardziej rozległy dostępny po pokonaniu pochyłego, też zalanego, chodnika zejściowego do głębokości około 23m. Do głównego chodnika zejść można albo na wprost prosto z wykonaniem jumpu lub zawracając wpływamy pod chodnik zejściowy. Dalej szeroki korytarz z doskonałą przejrzystością wody i licznymi komorami wyrobiskowymi. W przypadku awarii w odległej części chodnika możliwe jest wynurzenie w dodatkowym szafcie prowadzącym do suchej części kopalni, która jest jednak przy wejściu zamknięta bramą i należy traktować taką ewentualność jako plan awaryjny. Po poziomie pierwszym przyszedł czas na poziom głęboki - około 42m. Tu, poziomy chodnik znacznie krótszy. Mniej zaułków do zajrzenia, choć kilka tematów pozostało. Dobre warunki do skuterowania kuszą aby wrócić z maszynami.
Całe nurkowanie trwało bez mała 3 godz. (wliczając deko)
Gazy:
Ean36 w dwóch stejdżach AL80 – poziom pierwszy i deko
Tmx 25/25 w zestawach DL18 – poziom drugi
tlen
Po nurkowaniu wyjazd do bazy w Mesinghausen nad tamtejszym kamieniołomem. Miejsce bardzo malownicze, nurkowalne o błękitnej wodzie. Co najważniejsze baza wyposażona w 300 barowe banki gazów. Bicie naszych tanków trwało chwilkę.
Tu spotykaliśmymy dryblasa o przyjemnej aparycji a la Frnakenstein. Zaraz bystrze zgadliśmy, że musi to Oliver. Oli spytał czego chcemy i jakim prawem nurkowaliśmy bez podpisania papierów. Rzucił kilka razy słowo na „f” pod adresem Candy i opowiedział nam o wszystkich śmiertelnych zagrożeniach czyhających w kopalniach. Pokazaliśmy plastiki i podpisaliśmy dokumenty zwalniające Olivera z wszelkiej odpowiedzialności za spadające skały itp. Oli bąknął też żeby nie dzwonić po niego jak który się utopi i najlepiej zostawić zwłoki na dole. Sprzedał nam swoją definicję nurka jaskiniowego – było coś o zdejmowaniu sprzętu i przeciskaniu się przez dziury i słowa na „f” o nurkach przypominających autobusy... I jeszcze wyjaśnił jak zabezpieczyć wejście do Schwalefeld tak żeby nie pozwolić „p...m bachorom dostać się do środka i umrzeć...” Zgodnie stwierdziliśmy, że czarny skórzany płaszcz i czapka z trupią główką, to byłoby odpowiednie wdzianko dla Olivera...
Wejście do kopalni Schwalefeld przez kontener w ktorym mozna ubrac się w sprzęt

Rano Oli oprowadził nas po suchej części Schwalefeld składającej się z kilkusetmetrowego chodnika z trzema zejściami do wody o wzrastającej trudności. Chodnik wygląda na dość niestabilny, a postawione stemple mają raczej znaczenie psychologiczne.
Tym razem skorzystaliśmy trzykrotnie z zejścia pierwszego około 30m od wejścia do kopalni. Klarowanie sprzętu przed nurkowaniem

Nurkowanie w Schwalefeld opiera się o wykorzystanie 2 systemów poręczówek – zielony, krótszy, na lewo i czerwony na prawo od pierwszego zejścia. Wąski korytarz zejściowy prowadzi aż do poziomego chodnika na 37-39m, zwanego stacją. Po drodze na 21m można wskoczyć do dziury w ścianie po lewo, która prowadzi do olbrzymiej komory wyrobiskowej. Komora należy do systemu zielonego. Zarówno korytarz zejściowy jak i większość komory wyrobiskowej wypełniona jest krystalicznie czystą wodą. Poziom 39 to inna bajka. Przejrzystość raczej nie przekracza 3m, a po 3 dniach miejscami spadała do zera.
Podczas pierwszego nurkowania zwiedziliśmy właśnie te miejsca oraz fragment systemu czerwonego.
Gazy:
Ean30 (z resztką helu) w zestawach DL18
Ean30 w stejdżu AL80
Ean50 deko
tlen
Na drugim nurkowaniu w Schwalefeld postanowiliśmy zrobić poziom 67m (który okazał się być 70m). Nawigacja do części głębokiej jest dość prosta. Zejście tym samym korytarzem co poprzednio aż do balustrady na 39m. Pozostawienie stejdża z gazem podróżnym i jump do głębokiej poręczówki. Płynięcie ukośnym korytarzem zajęło około 5min., pośród polepszającej się widoczności. Na głębokości 70m wizura sięgnęła około 10m. Zrobiliśmy 2 prostopadłe korytarze, które stanowią ramiona oporęczowanej pętli. „Wyeksplorowaliśmy” przedłużenie głównego korytarza poza skrzyżowanie. Okazało się krótką ślepą kichą. No, a potem powrót , deep-stopy i dłuuugie deko. Dziury do 120m nie znaleźliśmy. Może to tylko kopalniana opowieść, a może...
Gazy:
Tmx 18/45 w zestawach DL18 (następnym razem raczej 15/55)
Ean30 w AL80 jako travel
Ean50 deko
tlen
Trzecie zanurzenie poświeciliśmy zwiedzaniu systemu czerwonego oraz jednej z komór wyrobiskowych do której prowadzi jump. Wetknąwszy głowę w relatywnie wąskie wejście po kolei skonstatowaliśmy niczym chłopaki z „seksmisji”: „nasi tu byli!”. Porzucone flaszki po winie, stare kalosze tworzyły znajomy klimat. Nagrodą byłą krystaliczna woda, jakże różna od korytarza z którego wypłynęlismy, gdzie woda przypominała mętną, rdzawą zupę. Powrót do zupy i dalej korytarzykiem. Bez wątpienia byliśmy na dobrej drodze do kolejnych komór i dwóch kolejnych wejść/wyjść. Wynurzenie bez gazu dekompresyjnego, pozostawionego na 21m, nie wchodziło w rachubę, więc odpuściliśmy. Trawers jest jednak, bez wątpienia możliwy. Deko, klarowanie i do domu...
Gazy:
Ean30 w zestawach DL18
Ean30 w AL80
Ean50 deko
tlen Plan kopalni Schwalefeld. Czarne miejsca to skały. Na samym dole widać zejście do poziomu 70m

Zalane kopalnie, miejscowe ciemne piwo - cóż więcej trzeba?
Wrócimy tu na pewno i to nie raz!
|